Skawina

Zaproszenie do Skawiny przyjąłem ochoczo. Nowe tereny, kolejna podkrakowska miejscowość. Prosto po pracy, tramwajem przez całe miasto, do pętli Czerwone Maki i tam w autobus. Wszystko przebiega sprawnie, wysiadka na cmentarzu. W Skawinie już czekali na peronie. Piwko, książki, jest pięknie.



Samej Skawiny nie zwiedziłem, widziałem bardzo niewiele. Gdy już zapoznałem się z domowym księgozbiorem gospodyni, nadszedł czas na ucztę kulinarną. Goszczony byłem po królewsku, na stole stało wino, więc nawet kolejny fatalny występ ukochanego klubu jakoś mniej bolał.

Z balkonu obserwowałem piękny zachód słońca. Kominy fabryki paluszków na tle nieba w kolorze budyniu truskawkowego. Śmietankowo truskawkowego. Z balkonu widać też napis, hasło jest wypisane na białej ścianie. Wygląda to tak, jakby ktoś wcześniej odmalował stary budynek, garaż czy magazyn, aby dopieścić, wyeksponować to, co ma do powiedzenia światu. A może mają do powiedzenia światu? Ogrom dzieła powala. Powala też erudycja, niezwykły miszmasz języków, konfrontacja klasycyzmu ze współczesnością. Jakież to postmodernistyczne, łacina prim, łacina bis. 

"Alea iacta est. Jebać Żydów"

Tylko tyle i aż tyle. Brak zbytecznego przepychu, postmodernistyczny minimalizm. Skawiński. Jeśli ten artysta, autor tego murala nie ma jeszcze pseudonimu, niech zwie się Skawiński.

W Skawinie mam też nowych przyjaciół. Dwukrotnie podczas wieczoru wybieraliśmy się, aby  dokupić wina. Za każdym razem zaczepiany byłem przed kwiat lokalnej bohemy. Jeden z Odysów starał się tłumaczyć mi przy kasie w sklepie trudną sztukę miłości i traktowania kobiet. Przy tym mój pedagog doceniał zestaw, który kupiłem "dla żony". "Wino i szampan, no będzie żona zadowolona".
Dwóch innych "podróżników do lepszego świata" zobaczyło mnie, gdy spacerowałem z psem po zamglonych uliczkach Skawiny. Od razu podbili z pytaniem, gdzie tu jest monopol. Nie miałem problemu z przekazaniem im pożądanej informacji, bowiem tam właśnie była właścicielka psa.

I szliśmy po Skawinie, nawet ponoć byliśmy na rynku, ale mgła nie pozwoliła mi zapoznać się bliżej z ukrytym pięknem tego miasta. Tak pamiętam Skawinę. Mgliście.

Jednak, gdy powiedziało się A, trzeba powiedzieć B. Alea iacta est, do Skawiny trzeba będzie powrócić...

Etykiety: ,